Pod lodowiskiem sytuacja jest podobna do mroźni, ale skala i konsekwencje błędów są większe. Płyta lodowa przez wiele miesięcy utrzymuje podłoże w stanie wychłodzonym, a jeżeli mróz „wejdzie” w grunt, zaczynają powstawać soczewki lodowe i dochodzi do nierównomiernych wyniesień płyty.
Dla użytkownika oznacza to falowanie lodu, problemy z utrzymaniem poziomu, a w dłuższym okresie uszkodzenia instalacji chłodniczej. W klasycznym opisie problemu z lodowiska, które pracowało latami, notowano nierówne wyniesienia rzędu kilkunastu centymetrów i w końcu przerwanie rur chłodzących, co z miejsca kończyło użytkowanie obiektu.
Zamów elektryczne ogrzewanie podłogowe pod lodowiskiem z montażem wykonanym przez autoryzowanego instalatora PRO Raychem w Warszawie.
Kluczowe jest rozróżnienie: lodowisko sezonowe i lodowisko pracujące praktycznie cały rok. Sezonowa praca pozwala, aby w cieplejszym okresie grunt wrócił do stanu bezmrozowego, co w wielu przypadkach eliminuje potrzebę aktywnego ogrzewania gruntu. Przy pracy ciągłej mróz wnika głębiej, a wtedy stosuje się albo warstwy izolacji o dużej grubości, albo rozwiązanie mieszane: rozsądna izolacja i źródło ciepła pod izolacją, które kompensuje niewielki, ale ciągły strumień strat do gruntu.
W praktycznych wytycznych dla lodowisk wskazuje się, że źródło ciepła (w tym kable grzejne) lokalizuje się pod izolacją, blisko dna warstwy odsączającej z kruszywa, aby leżało w strefie, która nie jest podatna na wyniesienia. Podaje się też typowe liczby, które są przydatne na etapie koncepcji: izolacja rzędu 75 mm (a w obiektach o wyższych kosztach energii około 100 mm), kable grzejne o gęstości mocy około 16 – 22 W/m², układane na rozstawie około 750 mm. Alternatywą opisywaną w tych samych materiałach są „ciepłe” pętle solankowe, wykorzystywane jako ogrzewanie gruntu.
Przy lodowisku detale wykonawcze są krytyczne, bo tolerancje poziomu przekładają się na jakość lodu. W wytycznych spotyka się m.in. wymaganie warstwy odsączającej z kruszywa o grubości co najmniej 300 mm oraz poziomowanie do tolerancji rzędu kilku milimetrów. Jest też rzecz, o którą pytają inwestorzy dopiero po fakcie: izolacja powinna wyjść poza obrys lodu, tak aby ograniczyć boczny dopływ mrozu. W materiałach projektowych pojawia się minimalny „naddatek” rzędu 900 mm poza krawędź lodu.
W warszawskich realizacjach największy błąd, jaki widzę w dokumentacji, to skupienie się tylko na instalacji chłodniczej płyty lodowej, bez domknięcia tematu drenażu i wilgoci. Autorzy wytycznych podkreślają, że sama izolacja nie znosi potrzeby skutecznego odwodnienia i kontroli poziomu wody gruntowej; przy lodowisku to jest równie ważne jak dobór mocy chłodzenia. Jeżeli woda stoi, mróz ma „paliwo” do tworzenia soczewek lodowych i wyniesień.
Sterowanie kabli pod lodowiskiem projektuję tak, aby broniło gruntu, a nie „podkręcało” temperaturę płyty. W praktyce oznacza to czujniki temperatury w podłożu i pracę układu na utrzymanie minimalnej temperatury gruntu. W wytycznych pojawia się zalecenie stosowania czujników (termopar) w gruncie pod płytą, bo dają bezpośrednią informację o tym, czy izolacja i system ochrony działają poprawnie.
Z punktu widzenia instalatora autoryzowany montaż jest ważny z dwóch powodów. Po pierwsze, układ kabli jest niewidoczny po zakończeniu prac, więc pomiary, dokumentacja i plan ułożenia są jedyną „pamięcią” systemu na całe życie lodowiska. Po drugie, wbudowane systemy grzejne mają wymagania ochronne (m.in. RCD do 30 mA i dokumentację przy rozdzielnicy), które trzeba spełnić tak samo rygorystycznie jak wymagania dotyczące poziomu i drenażu.
Jeśli planujesz lodowisko w Warszawie albo modernizujesz płytę lodową, decyzja o ogrzewaniu pod lodem powinna wynikać z trybu pracy (sezonowe czy całoroczne), warunków gruntowo-wodnych i przekroju płyty. W praktyce zaczynam od uzgodnienia z projektantem konstrukcji i chłodnictwa, a dopiero potem dobieram kable, rozstaw, sterowanie i zakres pomiarów. To jest typowa sytuacja, w której autoryzowany montaż ogranicza ryzyko najdroższej awarii: rozbiórki całej płyty lodowej.
